Kategorie: Wszystkie | TiVi | filmoteka | osobisty | sennik
RSS
czwartek, 21 lipca 2005
PRZEPROWADZKA
Zmieniłem login, toteż i adres się zmienił.
Teraz zapraszam na:

og.blox.pl

No trudno, bedziecie musieli pogrzebać znów w swoich zakłądkach, linkach, itp. za co serdecznie przepraszam.

Buziaki!
01:06, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 lipca 2005
luuuuuzik
Ja wpadłem tylko poinformować, że w sumie się nie zaszyłem w żadnym miejscu (ale fajnie, dwuznacznie to brzmi). Tylko:
1. się okrutnie rozleniwiłem,
2. dostałem nową grę, którą koniecznie muszę "przetestować",
3. tworzę nowego bloga, którym z pewnością się pochwalę, gdy skończę oprawiać graficznie,
4. zastanawiam się jak ugryźć pracę magisterską...
5. ...i jak znaleźć godzinkę dziennie na naukę niemieckiego, bo...
6. ...szukam pracy,
7. a w tzw. międzyczasie, powoli odwiedzam blogowych znajomych, aby jak zwykle walnąć komenta ni z gruszki, ni z pietruszki.

Więc się nie martwcie, bowiem moc jest z wami... nadal i nieprzerwanie.
Buziaki!
10:15, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (22) »
czwartek, 07 lipca 2005
Paladyn w Londynie
Wiecie kim jest Paladyn?
W średniowiecznu był synonimem rycerza i cnót rycerskich. Dziś najczęściej Paladyna spotkać można w grach rpg, w których kieruje się on w swoim życiu  - wiarą, dobrem i sprawiedliwością.
To właśnie nim, Paladynem, jestem przemierzając najczęściej mroczne krainy świata fantasy. Tak szczerze mówiąc Paladyn jest dwulicowy. Zabija żywe stworzenia, które uważa za złe, w imię swojego boga, w imię dobra i sprawiedliwości. Z jednej strony bezlitosny i mściwy morderca, z drugiej - kochający, szlachetny opiekun dobra.
W swoim realnym życiu również jestem takim Paladynem (tyle, że nie morduję!). W oczach wielu ludzi mogę uchodzić za spokojnego, mądrego, a przede wszystkim dobrego chłopaka, ale zza pasa wystaje potężny, lśniący miecz.
I dziś, gdy w TV usłyszałem o zamachu w Londynie, podobnie jak w przypadku Osseti, Mardytu, Iraku, Izraelu, Serbii, itd. ten miecz zaczął drżeć, był żądny krwi, śmierci tych, którzy mordują niewinnych ludzi, by udowodnić, że istnieją, że mają przewagę i mogą każdemu zrujnować życie. Dziś zapragnąłem tych, którzy żywią się przemocą, czują satysfakcję z zabijania i sieją strach WYRŻNĄĆ swoją mocą do ostatniego, żeby ich oddech nigdy już nie kalał powietrza zawartą w nim trucizną.
Krew za krew.
W imię dobra.
Ale siedząc na klopie i próbując siłą umysłu przesunąć rolkę papieru zdaję sobie sprawę, że jestem słaby, nie potrafię wyzwolić drzemiącej w każdym z nas tajemniczej mocy, którą można byłoby pokonać wszędobylskie zło....
14:39, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (16) »
wtorek, 05 lipca 2005
ech...
Myślę.
Więc jestem.
A wolałbym, aby mnie teraz nie było :-(

ps.: praca na gwałt potrzebna...
14:43, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 04 lipca 2005
List

(http://www.portakalagaci.com)
Najdroższa Mamo
Trzynaście lat temu, właśnie w ten dzień, 4 lipca rano, obudziło mnie delikatne skrzypnięcie drzwi wejściowych do domu babci. To dziadek, myśląc, że jeszcze śpimy, wkradł się do kuchni i ze smutkiem powiedział coś babci. Usłyszałem jej cichy szloch. Wiedziałem co się stało. Łzy stanęły mi w oczach, gorycz ścisnęła gardło. Szybko ubrałem spodnie, bluzę i wybiegłem z domu. Zobaczyłem odjeżdżający samochód z niebieskim krzyżem po bokach. Schowałem się w szopie, gdzie przez łzy pytałem "dlaczego?! co teraz będzie?! jak będziemy żyć?!".
Zasnąłem. Po kilku godzinach znalazł mnie Grześ. Zabrał mnie do domu, gdzie dziadek łamanym głosem powiedział mi, że odeszłaś.
Nie dbałaś o siebie a nam nikt nie powiedział jak dbać o Ciebie. Byłaś po prostu mamą, prałaś nasze ubranka, karmiłaś, odprowadzałaś za rączkę do szkoły, słuchałaś narzekań sąsiadów, że za głośno bawimy się na klatce schodowej, czasem słusznie biłaś nas po tyłku paskiem, pokazałaś jak robić łańcuch na choinkę, kochałaś nas... A my? My byliśmy dziećmi, czasem nieposłusznymi, czasem wtulającymi swoje główki w Twoją kochającą pierś. Baliśmy się gdy zbyt długo nie wracałaś do domu, gdy otwierałaś kolejne wino, zapalałaś kolejnego papierosa, ale wiedzieliśmy, że zawsze będziesz z nami. Przecież nikt dzieci nie informuje, że matka może nagle odejść!
Ale odeszłaś.
Nigdy mi sie nie przyśniłaś. Może nie zawsze było kolorowo, ale mam kilka miłych wspomnień z naszych wspólnie spędzonych chwil. Boję się, że i one odejdą.
Zawsze sobie wyobrażałem, że siedzisz gdzieś tam wysoko, na siódmej chmurce i przyglądasz się nam. Gdy jest mi ciężko modlę się do Ciebie, żebyś mi pomogła, podszepnęła Bogu, aby i on mi pomógł, poradził. I czuję się wtedy bezpieczniejszy, wiedząc, że nade mną, nad nami czuwasz.
Jak więc widzisz, jakoś sobie radzimy. Dziadek dobrze się nami zajął. Nie wiem jakby to było, gdybyś nadal żyła, czy doszedłbym do tego wszystkiego co dziś mam. Z całą pewnością byłoby inaczej. Chociaż bardzo nam Ciebie brakuje to jednak los potoczył się w dobrą stronę. Jesteśmy wykształceni, pewnie będziemy mieli świetną pracę... Nie pozwolimy by nas, tak jak Ciebie, każdy dzień zamęczał pytaniem "co ja jutro tym swoim dzieciom dam jeść?".
Będzie dobrze. Nie martw się już o nas.
Kocham Cię.

11:44, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (24) »
piątek, 01 lipca 2005
kontrolowany koniec świata
W TV usłyszałem, że NASA wysłała sondę w celu "wybadania" pewnej, ogromnej komety [też: astronomia.pl]. Badanie odbędzie się poprzez wbicie pocisku w jądro komety. Uderzenie - 4 lipca br.
W to, że tzw. koniec świata nadejdzie wierzę. Coś tak czuję, że będzie jak w tych filmach sf - ludzie mieszkać będą w specjalnych schronach, mutanty, cyborgi, itp. Nie ma co w to wątpić, bo wciąż do tego dążymy.
4 lipca? W dzień niepodległości USA? Cóż... To też już było. Jak widać, Amerykanie nie szczędzą sobie wrażeń. I jak zwykle - wszystko co niezwykłe, niesamowite i niewiarygodne musi mieć miejsce w USA. Co tam reszta świata...
A Ci szamani, sekciarze i wróżki to teraz będą mieli używanie!
Natomiast ja, jako dyżurny filozof od durnowatych pytań zastanawiam się nad tym, czy jeśli w wyniku uderzenia sondy zmieni się jednak trajektoria lotu komety i walnie z hukiem w Ziemię a ludzka populacja drastycznie zmaleje, to czy wtedy będę zdolny, w imię dobra ludzkości rzecz jasna, zapłodnić kobietę?
Wiem jak to durnowato brzmi, ale jeśli tak by się stało, to czy "odtwarzając" gatunek ludzki byłbym posądzony o biseksualność, czy nadal zostałbym gejem, który jednak "chce dobrze". A gdyby prawo nakazywało wszystkim facetom zapładniać? Czy zmusiliby do tego "opornych" gejów, czy też powyżynali ich jako bezużytecznych darmozjadów drogocennego tlenu?
Zawsze jednak dręczyło mnie pytanie: czy biseksualność to dewiacja, czy też orientacja? Dziś nazywa się to "zjawiskiem społecznym" - co ciekawe - bardzo modnym. Bi raczej nie jestem i w sumie nic do nich nie mam. Nawet jednego znałem. Ale czy swoim postępowaniem, to znaczy ukrywaniem swojego gejostwa facet nie rani żony i dziecka? W końcu ma kochanka (-ów), a to już chyba zdrada. No i... Sam nie wiem...
00:33, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (25) »
wtorek, 28 czerwca 2005
miłość, przyjaciel, kochanek
Dawno, dawno temu, kiedy wydawało mi się, że jestem ostatnim samotnikiem na świecie, który mnie nie rozumie, nie szanuje i nie chce, korespondowałem z wieloma ludźmi, zwłaszcza zorientowanymi homoseksualnie. Jeden z nich, potencjalny kandydat na męża zadał mi pytanie:
"Co rozumiesz przez słowa: moja miłość, mój przyjaciel, mój kochanek, mój kolega?"
Wydawało mi się, że znam odpowiedź.
A jednak okrutnie długo formułowałem definicje tych słów. Nawet dziś nie potrafię powiedzieć czym różni się mój ukochany od mojego przyjaciela i od mojego kochanka. Moje kochanie jest zarówno przyjacielem i kochankiem.
Ale kim jest TYLKO kochanek???
Na to właśnie nie potrafiłem odpowiedzieć. Czy kochanek "służy" tylko do seksu?
Mając te swoje "naście" lat i złudne wyobrażenie, że o świecie wiem prawie wszystko, starałem się wyraźnie oddzielić te "kategorie" osób. Odpisałem mniej więcej tak, że miłości oddajemy swoje serce, do przyjaciela czujemy przyjaźń (oczywiście tu walnąłem szerszy opis, ale dobrze wiemy czym jest przyjaźń), kochanek to przyjaciel, z którym uprawia się seks, ale którego się nie kocha, kolega natomiast to taki znajomy, z którym utrzymuje się sporadyczny kontakt - zero głębszych uczuć.
Dziś wiem, że odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Bo to wszystko jest jak paleta barw RGB (czerwony, zielony, niebieski) - dopiero wymieszane ze sobą dają nam prawdziwy obraz, który jednak każdy z nas widzi inaczej, nie umiejąc nazwać.
Gdyby dziś zapytano mnie kim jest kochanek, odpowiedziałbym: nie wiem.
14:14, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (19) »
sobota, 25 czerwca 2005
ratalnie
Joł joł.
Wybaczcie moi mili, że tak rzadko pojawiam się u Was.
To ze względu na okupację komputera przez królową angielską.
Więc sporadycznie coś napiszę, gdzieś zaglądnę. Tak "na raty".
Ale wszystko nadrobię.
Dzięki za milusie słowa. Z całą pewnością przemyślę, może zastosuję.
Bowiem, jeśli będzie taka konieczność to zaryzykuję, nawet awanturę by dopiąć swojego.
Priorytety - to dla mnie słowo klucz. Każdego dnia są inne, często sprzeczne, zarówno ze sobą, jak i z mężowymi.
Ale są.
I właśnie im się podporządkowuję.

Acha. Chłopaki! Pan Miodek twierdzi, że faceci "babieją", więc nie mówcie "poszłem", lecz "poszedłem"!!! Ja tego słowa używam poprawnie. Wierzę, że Wy też. Poprawiajcie więc innych.

Buziaki dla wszystkich, którzy wpadają :-* I duuuuużo słonecznich dni życzę!
17:03, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (22) »
czwartek, 23 czerwca 2005
finito
Jakby na to nie patrzeć, jakby nie ukrywać - smutno mi jest.
Już za dwa dni, w tę sobotę miałbym kolejny zjazd, na którym spotkałbym swoich przyjaciół, porozmawiał z nimi, pośmiał, poszwendał po wrocławskich sklepach, wypił piwko.
Ale to już koniec, the end, finito.
Ostatni zjazd już był.
I więcej nie będzie.
Nigdy już nie będzie tak jak było. Nawet jeśli założy się, że będziemy czasem się wspólnie spotykać - na parapetówach, na grillach, na weselach...
Nie, to nie to samo.
I pozostała pustka we mnie.
Bowiem Ci Przyjaciele, Ci ludzie, których poznałem niemal 5 lat temu stali się dla mnie najbliższą rodziną. Taką jakiej nigdy nie miałem, a którą zawsze mieć pragnąłem.
Prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy jak bardzo cennymi, jedynymi, ważnymi byli w moim życiu, jak bardzo je zmienili. I jak wdzięczny im jestem za to, że byli, są i będą.
Gdy wracałem do domu po naszej pierwszej imprezie zakończeniowej (po studiach inżynierskich) płakałem. Ale poszliśmy wspólnie robić magisterkę. Spotykaliśmy się rzadko (zaoczne), ale była ta nadzieja, świadomość, że za dwa tygodnie znów z nimi będę.
Dziś już nie ma takiej opcji.
Wracając z ostatniego zjazdu, chęć rozryczenia dusiła moje gardło, drażniła oczy.
Mogę ich odwiedzić. Fakt. Ale moje kochanie zdaje się nie rozumieć jak bardzo są dla mnie ważni. W jego pojęciu to ON ma być dla mnie najważniejszy na świecie.
No i jest.
Rezygnuję z odwiedzin, odmawiam wspólnego spędzenia tygodnia nad jeziorem, wykręcam się od grilli, tylko po to, aby nie prowokować kolejnej kłótni.
Smutno mi.
Trudno. Zduszę to w sobie.
Jak zawsze, jak w całym swoim życiu.
I będę cieszył się z tego co mi pozostało.
I udam, że jestem szczęśliwy.
A moim Przyjaciołom z całego serca - DZIĘKUJĘ.

09:52, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 20 czerwca 2005
taniec
Czasami mam takie chwile jak dziś, do których nie potrzeba mi ludzi, kasy, słońca. Wystarczy odpowiednia muzyka. I rozpoczyna się wyrażanie emocji w tańcu. W sumie, nigdy dobrze nie tańczyłem. Choć w porównaniu do niektórych "disco kołków" to na parkiecie poruszam się conamniej dobrze.
Ale w domku, w swoich czterech ścianach, w samotności wypełnionej muzą jestem wolny, jestem liściem klonu uczepionym suchej gałęzi, poranną pajęczyną oplatającą chłodny pręt czerwonego płotu, kroplą rosy wolno ześlizgującą się z płatka orchidei, południowym wiatrem błądzącym w Twoich pachnących owocami włosach.
Skaczę, kręcę się w kółko, a przy np. Geri Halliwell - Desire wdaję się w szept z moim ciałem. Pozbywam się nadmiernie zgromadzonej energii, uwalniam więzione emocje.
I czuję się dobrze.
Każdy ma taki swój taniec.

Najlepiej rosnę kiedy karmi mnie mój ból
Najlepiej
Chociaż nie ma światła tu
Kiedy mój lęk wypełnia mnie jak gęsta mgła
Rosnę
Zapach życia mam
[Ptaky]
09:12, oczami.geja , osobisty
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
na marginesie



This site is certified 64% GOOD by the Gematriculator
Co oznacza, że reszta % jest zła :-P